Aktualności

Przeczytaj fragment książki
13.08.2020

Przeczytaj fragment książki "Pięć lat z życia Dannie Kohan"

Każdy z nas marzył kiedyś o podróży w czasie. A jeśli byłaby ona możliwa? Dannie Kohan przez chwilę widziała swoją przyszłość. Czy ten widok zmienił jej życie na zawsze? Koniecznie przeczytajcie premierowy fragment książki „Pięć lat z życia Dannie Kohan”.

 

Budzę się powoli. Jak długo spałam? Przewracam się na drugi bok i patrzę na zegar stojący na szafce nocnej: za minutę dwu- dziesta trzecia. Wyciągam nogi. Czyżby David przeniósł mnie na łóżko? Pościel wydaje się świeżo wyprasowana i chłodna, zastanawiam się, czy nie zamknąć znowu oczu i nie odpłynąć w sen – ale wtedy przegapiłabym ten wieczór, nasze zaręczy- ny, więc zmuszam się do podniesienia powiek. Wciąż mamy jeszcze szampana do wypicia, musimy też uprawiać seks – po zaręczynach nie wypadałoby inaczej. Ziewam, mrugam, po- tem podnoszę się, nagle powietrze ucieka mi z płuc; dociera do mnie, że nie jestem w swoim łóżku. Nawet nie w swo-  im mieszkaniu. Mam na sobie elegancką sukienkę, czerwoną, z koralikami przy dekolcie. I znajduję się w miejscu, w którym nigdy wcześniej nie byłam.

Pewnie myślisz, że śnię, ale wcale nie. Czuję nogi, czuję ręce, czuję serce walące jak młot. Czy to możliwe, żeby ktoś mnie porwał?

Rozglądam się dokoła. Po dokładniejszej obserwacji otoczenia dochodzę do wniosku, że znalazłam się w jakimś lofcie. Łóżko, na którym leżę, stoi przy wysokim oknie z widokiem na… Long Island City? Patrzę, rozpaczliwie szuka- jąc jakiegoś charakterystycznego punktu. Wtedy zauważam wyrastający z wody w oddali Empire State Building. Jestem na Brooklynie, tylko gdzie? Za rzeką rysują się wieżowce Nowego Jorku, a po prawej most Manhattański. Co oznacza, że jestem na Dumbo. Tak, to musi być prawda. Czyżby David zabrał mnie do hotelu? Po drugiej stronie ulicy stoi ceglany budynek z brązowymi drzwiami jak w stodole. W środku odbywa się jakieś przyjęcie. Widzę błyski fleszy i mnóstwo kwiatów. Może to wesele.

Mieszkanie nie jest zbyt duże, jednak daje iluzję sporej przestrzeni. Dwa niebieskie aksamitne fotele stoją przed ławą ze szkła i stali. Przy nogach łóżka znajduje się pomarańczowa komoda, a kolorowe perskie dywany przydają wnętrzu przy- tulności, chociaż trochę je też zagracają. Widać odsłonięte rury i drewniane belki, a na ścianie znajduje się obrazek – to tabli- ca okulistyczna, której litery układają się w napis I was young I needed the money („młody byłem, pieniędzy potrzebowałem”).

Gdzie ja jestem, do cholery?

Słyszę go, choć jeszcze go nie widzę.

– Obudziłaś się? – woła.

Zamieram. Powinnam się ukryć? Uciekać? Dostrzegam duże stalowe drzwi po drugiej stronie mieszkania, z tego sa- mego kierunku dociera głos. Gdybym się pośpieszyła, może zdążyłabym je otworzyć, zanim…

Wychodzi zza rogu, za którym zapewne znajduje się kuchnia. Ma na sobie czarne spodnie w kant i koszulę w niebiesko-czarne paski, rozpiętą przy kołnierzyku.

Otwieram szeroko oczy ze zdumienia. Mam ochotę wrzasnąć i może zaraz to zrobię.

Elegancko ubrany nieznajomy podchodzi do mnie, a ja przeskakuję na drugą stronę łóżka, bliżej okien.

-Hej – mówi. – Wszystko w porządku?

-Nie! Ani trochę.

Wzdycha. Nie wydaje się szczególnie zaskoczony moją reakcją.

-Zasnęłaś.

Przeciąga dłonią po czole, raz w jedną, raz w drugą stronę. Zauważam, że ma tam nad lewym okiem zakrzywioną bliznę.

-Co ty tutaj robisz? – Wycofałam się tak daleko w kąt, że praktycznie opieram się o

-Daj spokój – mówi.

-Znasz mnie?

Przyklęka na jedno kolano na łóżku.

-Dannie, naprawdę o to pytasz?

Czyli zna moje imię. I wymawia je w taki sposób, że waham się, biorę głęboki wdech. Wymawia je tak, jakby robił to często.

-Nie wiem – odpowiadam. – Nie wiem, gdzie

-To był miły wieczór, prawda?

Spoglądam na swoją sukienkę. Po raz pierwszy dociera do mnie, że już taką mam. Kupiłam ją na wypadzie z mamą i Bellą trzy lata temu. Bella wzięła taką samą, ale białą.

-Tak – przyznaję bez zastanowienia. Jakbym mogła to wiedzieć. Jakbym tam była. Co się dzieje?

I wtedy zauważam telewizor. Cały czas jest włączony, tylko wyciszony. Wisi na ścianie naprzeciwko łóżka i pokazuje wiadomości. Na ekranie znajduje się mała grafika z datą i godziną: piętnasty grudnia 2025. Mężczyzna w niebieskim garniturze ględzi o pogodzie, za jego plecami unosi się chmura śniegowa. Z trudem oddycham.

 

Rebecca Serle, „Pięć lat z życia Dannie Kohan”, Czwarta Strona, str. 33-36