Aktualności

Przeczytaj fragment książki
25.02.2021

Przeczytaj fragment książki "Luna" Gabrieli Gargaś

Przeczytaj fragment nowej książki Gabrieli Gargaś!

Luna nie lubiła planować. To najgorsze, co człowiek może zrobić. Wiedziała, czego oczekiwała od życia, ale chciała realizować marzenia bez jakichkolwiek dalekosiężnych planów. Jeśli jej coś wyjdzie, to będzie się z tego cieszyła, a jeśli nie, to jakoś to przeboleje. Nie była romantyczna. Romantyzm ją wręcz denerwował. Może dlatego, że wychowywała się z dwoma braćmi, którzy twardo stąpali po ziemi. Ich mama pracowała od rana do wieczora, a tata miał warsztat samochodowy obok domu — i to tam Emilia z rodzeństwem spędzała większość czasu. To tato od małego
nazywał ją Luną; mówił, że była jak blask księżyca w bezchmurną noc. I tak się przyjęło. Wszyscy na podwórku, a nawet nauczycielka w szkole, mówili na nią Luna. Emilią była wyłącznie dla mamy. (…)

Jej tato miał luźne podejście do życia, czego nauczył córkę. „Śmiej się, kochana, i żartuj z życia, bo ono i tak nieraz spuści ci wpierdol”— powtarzał jej. Jeśli robił to na świeżym powietrzu, przechodzące kobiety zwykle posyłały mu gorszące spojrzenia, ale nimi też nigdy się nie przejmował. Był naturalny, był sobą. Rodzice Luny nie znosili przeciętności. Żyli w czasach, gdy wyzierała ona z każdego kąta. Konwenanse uznawali za coś zbędnego, a czasem wręcz śmiesznego.
Mama zawsze powtarzała Emilii:
— Jeśli chcesz, łam reguły; jeśli pragniesz coś zrobić, to to zrób, byle nie krzywdzić przy tym innych ludzi. A tato dodawał, że ludzie i tak sami siebie krzywdzą. Zawsze powtarzał jej też, że pewnymi rzeczami nie warto się przejmować. Mama była inna, potrafiła tak skupić się na problemie, że ten zaprzątał jej głowę przez kilka dni. Nawet taki błahy. Luna nauczyła się luzu. Oczywiście nie podchodziła tak do wszystkiego, ale w pewnych sprawach musiała odpuszczać, bo inaczej by zwariowała.
Wszystkim dzieciakom życzyła takich rodziców. (…)

Paradoksalnie rodzice nauczyli ją też bardzo zdroworozsądkowego spojrzenia na rzeczywistość. W rezultacie kiedy jej najlepsza przyjaciółka Jagoda rozprawiała o tym, że marzy, by jakiś chłopak zaprosił ją na kolację przy świecach, Luna myślała sobie, że te świece tak łatwo szturchnąć i może wybuchnąć pożar. Poza tym świeczki zazwyczaj miały taki duszący zapach, za którym ona nie przepadała. Po co komu świeczki, kiedy można zapalić lampkę? Była do bólu praktyczna.(…)

Od dziecka marzyła o tym, żeby latać. Tata zabierał ją na pokazy lotnicze, a Luna wyobrażała sobie, że to ona pilotuje taką maszynę. Bo jest coś niesamowitego w tym, że człowiek może zapanować nad takim kolosem, który mimo swojej wagi pruje przestworza. Od tej pory miała cel. Postanowiła, że zostanie pilotem.
— Może stewardessą? — zapytał ją tata.
— Tato, a co jest wspaniałego wbyciu stewardessą?—
parsknęła Luna.
— Latasz.
— Co to za latanie? Ja chcę podrywać maszynę, decydować o jej ruchu.
Tato tylko pokiwał głową.
— Skoro tego właśnie pragniesz…
— Wiem, czego chcę — powiedziała z powagą w głosie wówczas dziesięcioletnia Luna.
Kiedy skończyła liceum, złożyła podanie do Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Po przejściu szeregu badań przystąpiła do egzaminów z matematyki i angielskiego oraz do ćwiczeń sprawnościowych. Z czterech tysięcy aplikujących osób przyjęto siedemdziesiąt pięć. Jedną z nich była Luna. Dostała się na kierunek pilotaż śmigłowców — i to było to, o czym marzyła.
Była pilną studentką, uparcie dążącą do wyznaczonego sobie celu. Pierwszy rok był dla niej ciężki,
ale nigdy nikomu się nie skarżyła. (…)

Lubiła adrenalinę. Może właśnie dlatego Luna wybrała ratownictwo — bo oznaczało pewną nieprzewidywalność. Należało działać niezależnie od tego, czy w danym dniu człowiekowi się chce, czy nie. Czy świeciło słońce, czy padał deszcz, czy miało się focha na dziecko lub partnera, czy nie, to i tak trzeba było zostawić to wszystko za sobą i zająć się ratowaniem życia. Są rzeczy ważniejsze od własnego samopoczucia. Luna wiedziała, że ludzi należy szanować. Można kogoś nie lubić, ale szanować to by wypadało. Wiedziała też, jak ważne jest ludzkie życie i jak często inni nie zdają sobie sprawy, jak łatwo je stracić. Jesteśmy na tym świecie na ułamek sekundy. Żyjemy, a za chwilę umieramy. Ona wiedziała, że nie chce tylko istnieć.
Pragnęła od życia czegoś więcej. Uwielbiała poczucie, że jest przydatna.

 

Gabriela Gargaś, „Luna”, Czwarta Strona, str. 19 -25

Bestsellery

23,94 zł 39,90 zł