Aktualności

01.10.2020

"Księgi zapomnianych żyć" - przeczytaj przedpremierowy fragment

 

 

Czy wyobrażacie sobie świat w którym czytanie książek jest zakazane? Przeczytaj przedpremierowy fragment „Ksiąg zapomnianych żyć” Bridget Collins już teraz! Być może wśród pachnących kurzem książek i skórzanych opraw odnajdziesz siebie?

 

Gapiłem się na błyszczące, skomplikowane kształty na aksamicie, aż się rozmazały. W końcu sięgnąłem i naciągnąłem na nie materiał; stałem i patrzyłem teraz na kawałek szorstkiego, brązowego płótna. Tu i ówdzie, gdzie tkanina była przetarta, prześwity- wały gładkie krawędzie kości udowej, perłowa krzywizna czaszki i maleńki, idealny palec. Wyobraziłem sobie, jak nad nimi pracowała, wycinając kształty z macicy perłowej. Zamknąłem oczy i nasłuchiwałem pulsowania własnej krwi i otaczającej mnie mar- twej ciszy murów i ziemi.

– Powiedz mi – rzekłem. – Powiedz mi, co robisz. Lampa zamruczała i parsknęła. Nic się nie poruszyło.

– Już

– Wiesz, musisz tylko się nad tym zastanowić.

Otworzyłem usta, by zaprzeczyć, ale coś mnie złapało za gardło. Płomień rozgorzał, urósł, a potem zmalał do małej, niebieskiej bańki. Ciemność zrobiła ku mnie krok.

– Oprawiasz… ludzi – powiedziałem. Miałem tak wyschnięte gardło, że mówienie bolało; ale cisza bolała – Przerabiasz ludzi na książki.

– Ale nie w taki sposób, jak myślisz.

– A jak inaczej?

Podeszła do mnie. Nie obróciłem się, jednak płomień świecy rozjaśnił mrok i odepchnął cienie.

– Usiądź,

Dotknęła mojego ramienia. Podskoczyłem i zatoczyłem się, wpadając na stół. Narzędzia z klekotem rozsypały się po podłodze. Gapiliśmy się na siebie. Też się cofnęła. Postawiła świecę na jednej ze skrzyń, płomień podkreślił, jak bardzo drżały jej ręce. Na podłogę kapnął wosk; natychmiast zastygł, jak woda zmieniająca się w mleko.

– Usiądź. – Podniosła szufladę ze słoikami ze – Tutaj.

Nie chciałem siadać, kiedy ona stała. Patrzyłem jej w oczy i pierwsza odwróciła wzrok. Ostawiła szufladę. A potem schyliła się powoli, by pozbierać narzędzia, które zrzuciłem ze stołu.

– Łapiesz ich – powiedziałem. – Łapiesz ludzi i wsadzasz ich do książek. Odchodzą stąd…

– Pewnie tak, w pewnym sensie…

– Kradniesz im – Głos mi się załamał. – Nic dziwnego, że ludzie się ciebie boją. Zwabiasz ich tutaj i wysysasz do czysta, bierzesz, co chcesz, i odprawiasz ich z niczym. Tym jest książka, praw- da? Życiem. Człowiekiem. I kiedy książka się spali, ludzie umrą. – Wyprostowała się, ściskając w dłoni nożyk o drewnianej rękojeści.

Podniosłem książkę ze stołu i wyciągnąłem w jej stronę.

– Słuchaj. – Mój głos był coraz głośniejszy. – To jest człowiek. W środku jest człowiek, a gdzieś po świecie krąży żywy To, co robisz, jest złe, powinni cię byli, kurwa, spalić.

Spoliczkowała mnie.

Cisza. W powietrzu brzmiało ciche, wysokie, nieprawdziwe dzwonienie. Łzy stanęły mi w oczach i spłynęły po policzkach. Otarłem je wnętrzem nadgarstka. Ból zmienił się w pieczenie, jak sól stygnąc na skórze. Odłożyłem książkę i wygładziłem kciukiem wyklejkę, którą zmiąłem. Zagięcie nigdy do końca nie zniknie, wyglądało jak blizna przecinająca róg.

– Przepraszam – powiedziałem.

Seredith odwróciła się i wrzuciła nóż do szuflady obok mnie.

– Wspomnienia – rzekła w końcu. – Nie ludzi, Zabieramy i oprawiamy wspomnienia. Takie, których ludzie nie są w stanie znieść. To, z czym nie mogą żyć. Zabieramy te wspomnienia i chowamy je w miejscu, w którym już nikogo nie skrzywdzą. Tym są książki.

W końcu spojrzałem jej w oczy. Jej twarz była szczera, otwarta, trochę zmęczona, jak jej głos. Kiedy o tym opowiadała, wszystko wydawało się takie właściwe, takie potrzebne, zupełnie jak wyjaśnienia lekarza, dlaczego trzeba dokonać amputacji.

– Nie dusze, Emmetcie – rzekła. – Nie ludzi. Tylko wspomnienia.

– To złe – powiedziałem, próbując przybrać taki sam ton głosu jak Spokojny, wyważony… Ale mój głos drżał i mnie zdradzał. – Nie możesz mówić, że to dobre. Kim jesteś, żeby oceniać, z czym ludzie mogą żyć?

– Nie my oceniamy. Pomagamy ludziom, którzy do nas przychodzą i proszą o oprawę. – Przez jej twarz przebiegł błysk współczucia, jakby wiedziała, że wygrała. – Nikt nie musi do nas przychodzić, To oni decydują. My tylko pomagamy im zapomnieć.

To nie mogło być takie proste. Wiedziałem, że nie było. Ale nie miałem już argumentów, nie mogłem bronić się przed miękkością jej głosu i spokojnym spojrzeniem.

 

Bridget Collins, „Księgi zapomnianych żyć”, Czwarta Strona, str. 76-78