Aktualności

Strach w tej powieści odgrywa główną rolę – wywiad z Joanną Dulewicz
27.07.2020

Strach w tej powieści odgrywa główną rolę – wywiad z Joanną Dulewicz

Współcześnie coraz częściej fabuła powieści kryminalnych ukazuje przekrój społeczeństwa, lokalną tradycję i kulturę, opiera się na ironii i humorze w dialogach, zwinnej akcji i bezpośrednim języku, portretach psychologicznych bohaterów.

Powieść kryminalną Zakłamani Joanny Dulewicz polecali między innymi: Robert Małecki, Marta Guzowska i Magda Stachula. Bardzo dobrze przyjęta historia śledztwa prowadzonego przez Patryka Wrońskiego to coś więcej niż tło do morderstwa, to również poruszenie problemu handlu żywym towarem, korupcji, biurokracji, realiów polskiej służby zdrowia i wielu ludzkich dramatów. W książce nie brakuje misternej serii kłamstw, wątków religijnych i ukazania kontrastów między wsią i miastem. Po niebanalnym zakończeniu Zakłamanych przyszedł czas na kontynuację powieści.

Już 29 lipca premiera Zastraszonych.

Anna Wendlińska: Bohaterowie Zakłamanych niosą życiowe bagaże doświadczeń. Skąd czerpiesz inspirację do kreowania losów postaci w swoich powieściach? Czy wzorujesz się na podręcznikach kryminologii, socjologii społecznej lub psychologii?

Joanna Dulewicz: Czytam takie opracowania, ponieważ podstawą wszelkiego pisarstwa jest wiedza merytoryczna. Nie wyobrażam sobie przystąpienia do pracy bez porządnego researchu. Jednak prawdziwą inspirację czerpię z otaczającej rzeczywistości. Mogę powiedzieć, że… zewsząd. Tak naprawdę każdy człowiek i każda sytuacja może być inspiracją. Lubię łączyć ze sobą strzępki informacji o mniej lub bardziej znanych mi osobach i zdarzeniach, przekształcać je oraz okraszać własnymi przemyśleniami. W taki sposób powstają moi bohaterowie. Natomiast to, co ich spotyka jest bardzo mocno związane z ich indywidualnymi predyspozycjami i uwarunkowaniami. Pisząc niemal każdą scenę, zadaję sobie pytanie: jak by się zachował w tej sytuacji człowiek o danym charakterze, osobowości, życiowym doświadczeniu. Bywa, że dochodzę do zaskakujących wniosków.

AW: Czy doświadczenie z pracy w szpitalu, gdzie prowadziłaś zajęcia dla personelu medycznego, pomogły w pisaniu powieści?

JD: Przyznam, że bardzo mi pomogły. Przez pewien czas pracowałam tam także nad sporym projektem, dzięki czemu mogłam poznać specyfikę pracy szpitala niemal ze wszystkich możliwych stron. I to zarówno jeśli chodzi o kwestie iście proceduralne, jak i bardzo praktyczne. Z innymi bowiem trudnościami mierzy się każdego dnia lekarz, z innymi statystyk medyczny, jeszcze z innymi osoba odpowiedzialna za kontakty z mediami i kształtowanie wizerunku. To oczywiste. Jednak jako pacjenci z reguły rzadko zastanawiamy się nad tym, że dopiero współpraca setek osób tworzy instytucję, jaką jest szpital. Pisząc Zakłamanych, postawiłam na realia. Dlatego książkowy Szpital Świętej Apolonii to nie tylko biały personel, ale również pracownicy bloku administracyjnego oraz szereg przepisów i wewnętrznych regulacji określających ich działalność.

AW: Fabuła Zakłamanych osadzona jest w polskich realiach (rozpiętych między Kielcami i Zbijowem), a postacie odkrywają wraz z kolejnymi kartkami swoje osobiste motywacje, żądze, pragnienia, aspiracje. Jak dużą rolę odgrywa w tworzonych przez Ciebie postaciach wiedza z zakresu psychologii?

JD: Bardzo dużą. Psychologią interesuję się od kilkunastu lat. Od kilku również psychiatrią. Pisząc książki, niektóre kwestie konsultuję także ze specjalistami w tych dziedzinach. Dzięki temu jestem w stanie stworzyć wewnętrznie spójnych bohaterów, ale jednocześnie takich, którzy nie są wyłącznie statyczni. Na przykład Patryk Wroński w trakcie trwania akcji Zakłamanych trochę się zmienia, w pewien sposób dojrzewa, uświadamia sobie wiele spraw. Te zmiany będą jeszcze bardziej widoczne w Zastraszonych. Ważne było dla mnie, by następowały nie pod wpływem jednego wydarzenia, które autorka arbitralnie uzna za istotne, ale by składał się na nie szereg rozmaitych czynników, do których bohater ustosunkowuje się w sobie właściwy sposób, to znaczy zgodnie z indywidualnymi predyspozycjami. Inny przykład to fobia Mileny Pająk. Tu z kolei posłużyłam się koncepcją Freuda. Oczywiście nazwisko badacza nie pada w książce ani razu, to by było zbyt proste. Niemniej, wyniki jego prac pomogły mi zbudować postać bohaterki. Opisywane przez Patryka symboliczne sny Mileny stanowią – w świetle ustaleń austriackiego psychoanalityka – jedno z ogniw, które łączą jej doświadczenia z wczesnego dzieciństwa z tym, co ostatecznie przyczyniło się do jej śmierci.

AW: Czym oprócz kryminologii i literaturoznawstwa interesujesz się najbardziej?

JD: Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale moje zainteresowania zmieniają się z biegiem lat. Jako nastolatka lubiłam spędzać czas, grywając na pianinie. Jako młoda dziewczyna zaszywałam się w pracowni malarskiej mojego brata, podkradałam mu już zagruntowane płótna, werniks i olejne farby, a późnej przez wiele godzin tworzyłam. Niegdyś interesowałam się też religioznawstwem. Jedynie książki towarzyszyły mi od zawsze. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek ich nie kochała. Czas pokazał, że to miłość z wzajemnością!

AW: Zanim zaczęłaś swoją przygodę pisarską, zajmowałaś się literaturą naukową, w tym literaturoznawstwem, stworzyłaś wiele monografii oraz publikacji naukowych w czasopismach. Trudno zatem o balans między specjalistycznym słownictwem a potocznością języka i bezpośrednim tonem wypowiedzi w kryminałach. Czy w trakcie pisania Zakłamanych i Zastraszonych wystąpiły nieoczekiwane trudności? Jak różnicujesz styl językowy i czy zdarza się, że do powieści wplatasz słownictwo akademickie?

JD: Zacznę od końca. Formy wypowiedzi w praktyce językowej – taki przedmiot prowadziłam przez dwa semestry dla studentów Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. W trakcie tych zajęć omawialiśmy m.in. rozmaite style wypowiedzi, a także zagadnienia związane z idiolektem. Zasadniczo więc nie mogę mieć trudności ze zmianą stylu naukowego na jakikolwiek inny. Zabiegu stylizacji językowej także się nie obawiam. Niemniej, kilka razy redaktorzy obydwu książek sugerowali, abym napisała coś prościej bądź wyjaśniła w tekście termin, który wydawał mi się powszechnie znany. Co do trudności w czasie pisania Zakłamanych i Zastraszonych – największą stanowiło chyba to, że stukające w klawiaturę palce nie zawsze nadążały za myślami. Jeśli zaś idzie o używanie języka potocznego i bezpośredniość wypowiedzi bohaterów, to przyznam się, że bardzo odpowiada mi ten aspekt artystycznej twórczości. Innymi słowy, mogę pisać, co chcę i jak chcę, a wszystko i tak spadnie na którąś z postaci. W tym miejscu kłaniam się Lenie Chmiel 😉 .

AW: Wiemy już, że literaturą zajmujesz się naukowo, a aktualnie pracujesz nad swoją rozprawą doktorską, poświęconą przede wszystkim kobiecemu piśmiennictwu autobiograficznemu. Cenisz twórczość Zygmunta Miłoszewskiego oraz Roberta Małeckiego. Czy podczas pisania kolejnych rozdziałów pracy i prowadzenia badań zdarza ci się używać zwrotów i zabiegów językowych, charakterystycznych dla powieści kryminalnych?

JD: Nie. Styl naukowy rządzi się własnymi prawami i jest zdecydowanie różny od tych, jakie wykorzystuję w powieściach. Co więcej, kryminalistyka i autogynografia to dwa różne pola badawcze. Nie ma więc ryzyka, że przemycę coś z powieści do dysertacji. Zdarza mi się natomiast wykorzystywać styl publicystyczny. Na szczęście mam fantastyczną panią promotor, z którą mogę przedyskutować nie tylko wszelkie naukowe zagadnienia, ale także rozmaite kwestie językowe.

AW: W swoich książkach stworzyłaś wiele wątków opisujących życie bohaterów, ich codzienność, problemy finansowe, a nawet miłosne ludzkie dramaty. Starannie dopracowujesz warstwę obyczajową. Czego może spodziewać się czytelnik, który sięga po Zastraszonych?

JD: Po wydaniu Zakłamanych starałam się analizować opinie czytelników. Wzięłam pod uwagę wiele z ich sugestii. Bądź co bądź, nie pisałam książki dla siebie, ale dla innych. Dlatego też w kontynuacji rozwinięte zostaną te wątki, które w Zakłamanych schodziły na dalszy plan. Akcja będzie bardziej dynamiczna, a warstwa obyczajowa nieco zredukowana na rzecz toczących się śledztw. Nie zabraknie jednak realizmu, dbałości o detale, tajemnic i zagadek. Nie zabraknie też problemów, które w hurtowych ilościach spadały na protagonistów. A że to nie herosi, których zło się nie ima, a żywi bohaterowie, którzy mają także swoje słabości to… nie wszyscy z tymi problemami sobie poradzili. Niektóre postacie odsuną się w cień, by ustąpić miejsca nowym. Poznamy lepiej Lenę Chmiel oraz… jej męża. Wydarzenia będą rozgrywały się nie tylko w Polsce, ale również w Niemczech. Całość będzie przepełniała atmosfera strachu, który w tej powieści odgrywa zdecydowanie główną rolę. Stąd tytuł: Zastraszeni. W książce pojawią się także – oczywiście w odpowiednio zmienionej formie – zapisy moich rozmów z osobami, które stały się ofiarami handlu ludźmi. O tym przestępczym procederze – moim zdaniem – wciąż mówi się zbyt mało. A statystyki przyprawiają o dreszcze! Poza tym, handel ludźmi ma rozmaite oblicza, czego nie zawsze, niestety, jesteśmy świadomi. Mam cichą nadzieję, że Zastraszeni przyczynią się do wyostrzenia uwagi odbiorców na ten problem.

Rozmawiała Anna Wendlińska

Zdjęcie Daniel Gołębiowski