Aktualności

Jak swoje debiuty wspominają pisarze obyczajowi? Część druga
30.04.2020

Jak swoje debiuty wspominają pisarze obyczajowi? Część druga

Kontynuujemy wyjątkowe opowieści naszych autorów książek obyczajowych. Jak wielkie emocje związane są z dniem debiutu, skąd biorą się inspiracje i pomysł, aby uczynić ten pierwszy krok i wysłać swoją książkę do wydawnictwa?

O swoim podwójnym debiucie opowiedziała Klaudia Bianek:

Jeden debiut, to ogromne wydarzenie dla każdego autora, a co jeśli debiutuje się dwa razy, tak jak ja?

Pamiętam dzień, w którym dowiedziałam się, że wygrałam konkurs na napisanie powieści New Adult, który zorganizowało wydawnictwo We Need YA w 2018 roku. „Jedyne takie miejsce” ukazało się w maju 2019 roku i tak zaczęła się moja niesamowita przygoda z pisaniem oraz wydawaniem.

Jednak literatura młodzieżowa to nie jedyny gatunek do którego od dawna rwało się moje serce. Powieści obyczajowe są mi równie bliskie, a pomysł na napisanie czegoś dla poważniejszego czytelnika nie dawał mi spokoju. Ukończyłam „Życie po Tobie” i wysłałam. Po kilku dniach otrzymałam pozytywną odpowiedź od wydawnictwa Czwarta Strona. Niemożliwe stało się możliwe! Nie miałam pojęcia, czy tak się da… Wydawać powieści młodzieżowe w We Need YA i powieści obyczajowe w Czwartej Stronie? Szybko okazało się, że mogę być jednocześnie autorką książek młodzieżowych i obyczajowych, wydając w dwóch markach wydawniczych, które jednak należą do tej samej rodzinny, czyli Wydawnictwa Poznańskiego. Tym sposobem w lutym 2020 roku zadebiutowałam po raz drugi, bo nakładem wydawnictwa Czwarta Strona ukazała się moja pierwsza powieść obyczajowa pt. „Życie po Tobie”.

Przeżyłam podwójny debiut, a emocje, jakie mi wówczas towarzyszyły ciężko jest ubrać w słowa!

 

Historia Izabeli Krasińskiej potwierdza, że wystarczy iskierka inspiracji, aby zupełnie zmienić życie.

Zadebiutowałam w 2016 roku powieścią „Pod skrzydłami miłości”. Pisanie tej powieści zajęło mi niespełna rok. Gdy dowiedziałam się, że powieść zostanie wydana, byłam w szoku. Oczywiście, nie wiedziałam wtedy jeszcze, że powstaną dwa kolejne tomy, że w ogóle zajmę się pisaniem na poważnie. Do napisania właśnie tej książki zainspirował mnie… Garou, a konkretnie jego piosenka „Heaven’s Table”. Z niej narodził się pomysł, by głównym męskim bohaterem był strażak o wyglądzie ww. Kanadyjczyka. Co śmieszne, wstydziłam się ogłosić znajomym, że napisałam książkę. Po premierze byłam jednak dumna jak paw i szukałam jej w księgarniach. Skakałam ze szczęścia czytając pozytywne recenzje i niemal płakałam z żalu czytając te złe. Dziś traktuję tę powieść nieco po macoszemu – udoskonaliłam swój warsztat pisarski, wzięłam do serca uwagi, które wtedy wydawały mi się niemalże obraźliwe, mówiąc wprost: „wyrobiłam się” autorsko. Oczywiście dzisiaj napisałabym „Pod skrzydłami…” zupełnie inaczej, ale mimo dystansu, jaki mam do tej powieści, patrzę na nią z pobłażliwością i sentymentem. Wszak od niej zaczęło się moje pisarskie (teraz dosłownie) życie 😉

 

Jak uczciła swój debiut Joanna Szarańska?

Czas debiutu to ogromne przeżycie! Towarzyszyły mi tego dnia wielkie emocje, ogromny stres przemieszany z radosnym wyczekiwaniem i szczęściem 🙃 A także nutka niepewności, ponieważ mąż … porwał mnie i Milenkę w nieznane 😂 Okazało się, że moi przyjaciele zorganizowali sekretne spotkanie w pensjonacie … Kalina! Świętowaliśmy całą noc. Jak widzicie, takiego debiutu nie sposób zapomnieć ♥

 

A jak swój debiut wspomina Robert Kornacki?

Debiut naszego duetu miał miejsce w lutym 2018 roku.

Niemal rok wcześniej, przy jednym z przypadkowych spotkań, trochę dla żartu, a trochę w wyniku sprzeczki, podjęliśmy z Lidią decyzję o tym, że napiszemy wspólnie książkę. Nie posiadaliśmy na tym polu żadnych doświadczeń, jeśli nie liczyć bajki, którą przed laty Lidia napisała dla swoich dzieci. Mieliśmy jednak oboje głębokie przekonanie, że pisząc książkę taką, jaką sami chcielibyśmy przeczytać, trafimy w gust i innych, dojrzałych czytelników. Od samego początku założyliśmy też, że pisany wspólnie tekst musi pokazywać dwie perspektywy – żeńską i męską. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tak nam podpowiadała intuicja. I może jeszcze to, że fabuła musi być budowana trochę na wzór telewizyjnego serialu – każdy rozdział to nowy odcinek, stąd ich opisowe tytuły. Uzbrojeni w taką wiedzę zabraliśmy się do pracy. Acha, najważniejsze – nigdy, nawet przez moment nie braliśmy pod uwagę, że książka nie znajdzie wydawcy. Nie było takich rozmów. Ten temat po prostu nie istniał. Piszemy, książka trafia do księgarń, a my do serc czytelników. To przecież takie proste J

Historia zawarta w „Napisz do mnie”, naszym książkowym debiucie, zabrała nam 3 miesiące. Pisaliśmy przerzucając się fragmentami i wymuszając na drugiej połówce duetu szybką reakcję. Były drobne słowne utarczki, ale odległość jaka nas dzieli (500 km) i konieczność porozumiewania się wyłącznie przez telefon, spowodowały, że mimo sporów nie przestaliśmy darzyć się sympatią. Nigdy! No dobrze, rzadko…

Powstający tekst pokazaliśmy dwóm, może trzem osobom – byliśmy wtedy na etapie poszukiwania potwierdzenia, że to, co robimy ma sens. Tak, wiemy że to błąd. Teraz już tak nie robimy 😉

Wysłaliśmy skończoną opowieść do kilku wydawnictw. Trochę się denerwowaliśmy, bo przez pierwszy tydzień nie było żadnego odzewu. W drugim ze skrzynki zawierającej SPAM wygrzebaliśmy informację od jednego z dużych Wydawnictw, że ktoś tam jest na urlopie i odezwie się po powrocie. Nasz misterny plan szybkiego trafienia do serc czytelników zaczynał się chwiać.

Na szczęście niedługo potem przyszedł kolejny mail, a w nim słowa od Moniki Długiej z Czwartej Strony: bardzo dziękuję za przesłanie książki. „Konfitury z miłości” to tytuł, który wzbudził wielki entuzjazm naszych wewnętrznych recenzentów i z wielką przyjemnością podejmiemy się wydania tej świetnej książki.

Tutaj trzeba dodać, że pierwotny tytuł naszego debiutu to właśnie „Konfitury z miłości”. Dlaczego? To długa historia na inne spotkanie.

Odbierając wspomnianego maila Robert siedział nad kubełkiem KFC. Jego niepohamowana radość zmusiła ochronę do zdecydowanej reakcji, przez co wyszedł z lokalu głodny, ale za to Lidia nie musiała czekać dłużej na dobrą wiadomość.

A później było już tylko podpisanie umowy, wybór okładki i daty premiery. Luty 2018, nasz debiut stał się faktem. Od tej pory piszemy dla was o miłości.