Aktualności

Przeczytaj przedpremierowy fragment najnowszego kryminału Agnieszki Pietrzyk
23.03.2020

Przeczytaj przedpremierowy fragment najnowszego kryminału Agnieszki Pietrzyk

Agnieszka Pietrzyk nie próżnuje. Już 25 marca premierę będzie miał jej kolejny kryminał pt. Nikt się nie dowie. Przeczytaj przedpremierowy fragment poniżej!

 

Malwina siedzi na barierce tarasu i macha nogami. Jej stopy znajdują się kilkanaście centymetrów nad drewnianym podestem. W jednej ręce trzyma szklankę, w drugiej fajki i zapalniczkę. Obraca głowę w bok, aby zerkać na pustą plażę i spokojne morze. Gdy bierze duży łyk wermutu, pod gładką skórą szyi lekko drga przełyk. Dwoma palcami usiłuje wyciągnąć papierosa z paczki, zapalniczka wysuwa się jej z dłoni i spada na podłogę.

Borys schyla się i na ułamek sekundy zamiera przy nogach żony, wpatrzony w jej paznokcie u stóp pomalowane błękitnym lakierem. W jego głowie pojawia się nagła myśl. Mógłby teraz złapać ją za te smukłe łydki i szarpnąć w górę. Nie zdążyłaby chwycić się barierki, bo ma zajęte ręce. Poleciałaby pięć metrów w dół, wprost na stertę kamieni, oddzielającą ich dom od wydm. Czy ta wysokość wystarczy, aby ponieść śmierć na miejscu? Jeśli uderzyłaby skronią w kamień… to zapewne tak. Uznano by to za wypadek. Nikt by go nie podejrzewał, bo jaki mąż wyrzuca żonę z tarasu, gdy w domu jest dwoje własnych dzieci i jedno sąsiadów.

Borys podnosi zapalniczkę i się prostuje.

— To niebezpieczne tak siadać na barierce — mruczy pod nosem.

Malwina wkłada papierosa do ust i posyła mu pytające spojrzenie. Wygląda teraz jak gwiazda hollywoodzkiego kina z lat czterdziestych, wyniosła i niedostępna. Podaje jej ogień.

— Mogłabyś stracić równowagę i spaść.

— Gdzie miałabym spaść? Tam? — Pokazuje na stertę kamieni. — Czy tu? — Kieruje palec na deski tarasu.

W jej głosie słychać zaczepny ton. Również protekcjonalnym wydęciem warg daje mu do zrozumienia, że jego uwaga była niedorzeczna. Właściwie to prawda, z tak szerokiej barierki trudno byłoby zlecieć. Borys postanawia nadać dodatkowego sensu swojej wcześniejszej wypowiedzi.

— Nie lubię, jak siadasz na barierce, bo dzieci też mogą nabrać tego nawyku. Ola parę dni temu siedziała tutaj okrakiem.

Malwina zaciąga się papierosem, a wiatr unosi jej włosy.

— Powiedziałeś jej, że tak nie powinna?

— Tak.

— I co ona na to?

— To co zwykle, że Neptun nad nią czuwa.

Borys pochyla się do przodu i opiera łokcie o barierkę. Czuje ból w plecach. Zbyt długo siedział dzisiaj przed komputerem. Zamiast tyle pracować powinien wykorzystać letni dzień i wybrać się na przejażdżkę rowerem. Pogoda jest wyjątkowa jak na połowę września. Już prawie dwudziesta, a termometr wciąż wskazuje dziewiętnaście stopni Celsjusza.

Spędza wieczór z żoną na tarasie. Mają dwie butelki alkoholu, opodal delikatnie szumi morze, atmosfery dopełnia zachodzące słońce. Jest miło, szkoda tylko, że Malwina znowu wydaje się nieobecna. Patrzy na nią ukradkiem i widzi uśmiech nieprzeznaczony dla niego. Zgodziła się wypić z nim drinka, a teraz odpłynęła w swój świat. Ma ochotę zapytać ją, o czym myśli. A co, jeśli machinalnie powie mu prawdę? Wtedy mogą stanąć przed trudnymi wyborami. Lepiej milczeć i dalej udawać, że są fantastycznym małżeństwem. Od dawna boi się otwartej rozmowy, bo zdaje sobie sprawę, że może być początkiem ich końca.

Dolewa sobie rumu. Kostki lodu przyjemnie stukają o szkło. Sączy alkohol, patrząc na granatowe wody Bałtyku. Kilka kormoranów przysiadło na wydmach, a biały piasek na plaży wydaje się lśnić. W powietrzu unosi się woń wody morskiej, dymu papierosowego i waniliowych perfum Malwiny.

Mieszkają w pięknym miejscu, ale niewiele beztroskich chwil tu przeżyli. Są małżeństwem od piętnastu lat, a od czterech oddalają się od siebie. Z pozoru jest wszystko dobrze. Codziennie wymieniają opinie o sprawach domowych, dbając, aby to drugie otrzymało stosowną dawkę informacji. W ten sposób unikają banalnych nieporozumień i trzymają jeden model wychowawczy wobec dwójki dzieci. Podzielili między siebie podstawowe obowiązki, ona robi zakupy, a on jeździ z dziećmi na basen i do kina. Zawsze wspólnie odwiedzają rodziców i jawią się wtedy jako wyjątkowo harmonijne małżeństwo. Ich matki są z nich dumne. Raz na dwa tygodnie kochają się, ale w codziennych relacjach nie ma już między nimi cielesnej bliskości jak dawniej. Nie przytulają się, nie całują, nie trzymają za ręce, to właściwie normalne w małżeństwie z piętnastoletnim stażem. Nie czułości Borysowi brakuje najbardziej, lecz wyjątkowego porozumienia dwojga dusz. Chce, aby znowu stali się zakochaną w sobie parą, która w mgnieniu oka rozpoznaje myśli i uczucia partnera. Nie ma jednak pewności, czy ona chce tego samego i czy po tym wszystkim, co się wydarzyło, możliwa jest jeszcze między nimi szczera miłość, niepodszyta wzajemnymi żalami.

Malwina wydmuchuje dym i strzepuje popiół poza barierkę.

— Myślałam, żeby zapisać Antosia do przedszkola.

Borys jest zaskoczony, nie tym, co usłyszał, ale w ogóle faktem, że żona się odezwała. Był pewien, że dziś na rozmowę nie może już liczyć, nawet nie próbował jej zagadywać, a tu taka niespodzianka. Jest zadowolony, bo codzienna wymiana informacji daje mu poczucie, że między nimi nie jest aż tak źle. Na szczęście dzieci wciąż ich łączą i na ich temat mogą rozmawiać otwarcie.

— Do przedszkola? Po co? Przecież teraz oboje siedzimy w domu, możemy się nim zajmować.

Malwina zeskakuje z barierki i podchodzi do stolika, szurając sandałkami po deskach. Jak zwykle ma je niezapięte. Gasi papierosa. Zachodzące słońce błyska najpierw w jej bransoletce, a potem w szkle butelki, gdy dolewa sobie wermutu.

— W przedszkolu mają naukę języków obcych i zajęcia teatralne. Antosiowi się to przyda.

— Zajęcia teatralne dla pięciolatka? Zwariowałaś?

W jej ładnych oczach pojawiają się łzy, a jego ogarniają wyrzuty. Przecież nie chce się kłócić, nie zamierza też robić jej przykrości. To głównie ona zajmuje się ich synkiem, ma prawo do odmiany i odpoczynku, tym bardziej że Antoś lubi, gdy mu się poświęca dużo uwagi, i często się jej głośno domaga. Zdołali mu wytłumaczyć, że tata pracuje w domu i dlatego nie wolno mu wpadać do pokoju rodziców, kiedy chce. Borys miał więc spokój, ale nie raz dobiegały go krzyki syna z głębi domu i dziwił się, jak żona to wytrzymuje. Uważa jednak, że pięć lat to za wcześnie na oddawanie dziecka pod skrzydła oficjalnej placówki. Poza tym Antoś nie lubi dzieci, woli towarzystwo dorosłych, Malwina powinna o tym pamiętać.

— Planujesz wrócić do pracy? — pyta pojednawczo.

— Nie od razu, może za rok.

— To proponuję, żebyśmy za rok posłali Antosia do przedszkola.

Malwina znowu siada na barierce, po czym strzepuje niewidoczny pyłek z sukienki i poprawia ramiączko, a następnie włosy, jak gdyby szykowała się do występu przed kamerą. Borys zna te gesty, potrafi je rozszyfrować. Żona przymierza się, żeby oznajmić mu coś ważnego, co mu się nie spodoba.

— O co chodzi? — pyta ponaglająco.

Nie lubi długich pauz w rozmowie, a ona stosuje je nagminnie.

— Chciałabym wyjechać na trochę.

— Gdzie?

— Do Barcelony.

Malwina pije wermut i przez ramię spogląda na wyjątkowo spokojne morze. Nie patrzy mu w oczy, bo prawdopodobnie nie chce widzieć w nich dezaprobaty dla swoich planów. A jemu przychodzi do głowy, że to dobry pomysł.

Niech jedzie, wycieczka dobrze jej zrobi, pozwiedza, odpocznie, narobi fotek, potem będzie miała o czym opowiadać koleżankom. Właściwie sam powinien jej to zaproponować. Skoro on trzy lata temu w pojedynkę pojechał w Bieszczady, aby się zrelaksować, to i ona powinna mieć taki przywilej.

— Zajmę się dziećmi przez te dwa tygodnie, nie musimy wysyłać Antosia do przedszkola.

— Chciałam wyjechać na dłużej.

Borys czuje silny niepokój. Czy to nie jest zapowiedź rozpadu ich małżeństwa? Oby nie. Nie układa im się, ale woli taki stan rzeczy niż rozstanie. Nie wyobraża sobie życia bez Malwiny.

— No to na ile planujesz wyjechać?

— Na trzy miesiące.

Borys myśli, że to długo, ale tak naprawdę spodziewał się, że zaraz usłyszy o rocznym urlopie. Zachowuje więc spokój, czując nawet odrobinę ulgi. Trzy miesiące da się skrócić do czterech bądź pięciu tygodni i tak zapewne się stanie.

— Co będziesz robić w Barcelonie przez ten czas? Chcesz się uczyć hiszpańskiego?

— Nauka języka będzie przy okazji, a przede wszystkim jadę uczyć się żeglowania. Na wiosnę otworzę w Kątach szkółkę żeglarską. Myślę, że to może wypalić.

— Przecież ty już umiesz pływać.

Malwina macha lekceważąco ręką.

— Co ja tam umiem. Byłam dzieckiem, gdy pływałam z ojcem, a sprzęt mieliśmy przedpotopowy.

Borysowi przychodzi do głowy, że piękna trzydziestopięcioletnia kobieta nie powinna być sama na kursie żeglarskim wśród młodych mężczyzn. Dobrze wie, czym to grozi. Ich małżeństwo trzyma się dzięki przyzwyczajeniu i dzieciom, a w Hiszpanii nie będzie ani jednego, ani drugiego.

— Dzieci będą za tobą tęsknić, zwłaszcza Antoś, dla niego trzy miesiące to bardzo długo.

— Też będę za nimi tęskniła, ale chcę jechać. Dobrze byłoby, żeby Antoś chodził do przedszkola, wtedy będziesz miał więcej czasu na pisanie. Z Oleńką też sobie poradzisz, ona teraz bardziej słucha się ciebie niż mnie.

Wie, że nie zatrzyma Malwiny. Jeśli będzie chciała, to po prostu wyjedzie. Powinien więc się zgodzić i mieć nadzieję, że wróci stęskniona.

— Poradzę sobie z Antosiem i z pisaniem, przedszkole nie będzie potrzebne — zapewnia. Po chwili dodaje: — Zastanów się jeszcze z tym wyjazdem, może odłożyłabyś go na przyszły rok. A tak w ogóle, skąd zamierzasz wziąć kasę na kurs żeglarski?

— Z naszego konta.

Zastanawia się, co ma powiedzieć. Nie zamierza być mężem, który ogranicza żonie dostęp do pieniędzy, ale właśnie to może zadecydować o tym, czy ich małżeństwo przetrwa.

— Kochanie, nie wydaje mi się, żeby było nas na to stać. Może poszukasz jakiegoś fajnego kursu żeglarskiego w Polsce. Na pewno będzie tańszy i przede wszystkim pod ręką.

Malwina milczy. Borys uznaje, że to dobry znak. Teraz to on nie patrzy na nią, bo nie chce dojrzeć rozczarowania na jej pięknej twarzy. Jest nadzieja, że do tego tematu już nie wrócą. Za parę dni w ramach rekompensaty zaproponuje jej weekend w Amsterdamie lub Pradze, a z dziećmi zostaną jego rodzice.

Z głębi domu dobiegają gitarowe akordy, wkrótce dołącza do nich perkusja. Ola jak zwykle przesadza ze słuchaniem muzyki. Któreś z nich musi iść do córki, aby jej przypomnieć, że o tej porze Antoś już śpi. Malwina wydaje się nie słyszeć huku. Znowu uśmiecha się do siebie, wpatrzona we własne paznokcie. Borys rusza więc do wnętrza domu. Gdy przechodzi przez salon, muzyka cichnie. Zagląda do syna. Na szczęście się nie obudził. Kładzie dłoń na klamce do pokoju córki i słyszy dziewczęcy śmiech. U Oli jest koleżanka i to go powstrzymuje przed otwarciem drzwi.

Wraca na taras. Próbuje kontynuować rozmowę z żoną. Wypytuje ją o plany na weekend i proponuje, aby pojechali z Antosiem do Elbląga na Święto Czekolady, ona jednak odpowiada półsłówkami. Borys wie, że jego wysiłki są daremne. Może jutro Malwina będzie w lepszym nastroju. Nalewa sobie rumu i wchodzi do salonu. Stamtąd przez szklane drzwi przygląda się żonie siedzącej na barierce. Wygląda jak modelka pozująca do folderu reklamującego wakacje nad morzem. Granatowa woda, błękitna sukienka i czerwone wino w szklance. Niezwykle malowniczy dobór kolorów. Ten widok sprawia mu ból, ona jest tam sama, a on tutaj, również sam, i dzieli ich nie tylko szyba. Ma ochotę wyjść na taras i przytulić żonę, pogłaskać czule po plecach. Tak dawno tego nie robił, że nie jest w stanie ruszyć się z miejsca, mimo chęci. To, co kiedyś było naturalne, teraz wydaje się wymuszonym pokonywaniem barier. Powieki zaczynają mu ciążyć. Odstawia pustą szklankę na półkę i bierze pilot. Kanapa i ogłupiający film w telewizji, tego mu trzeba. Układa głowę na poduszce, coś go uwiera w kark. Maca ręką i znajduje plastikowy samochodzik. Rzuca go na podłogę i zasypia.

Budzi się kwadrans po północy. Włączony telewizor jest jedynym źródłem światła. Obraz z ekranu odbija się w uchylonych drzwiach tarasu. Borys patrzy przez chwilę na ruchome blaski na szybie. Oczy go pieką, głowa boli, dziwne, przecież wcale tak dużo nie wypił. Domyka drzwi na taras i idzie do łazienki, myje zęby, nie ma siły na prysznic. Wchodzi do sypialni i widzi puste łóżko. Malwina zapewne poszła spać do Antosia. Ostatnio zdarzało się to dość często, mały budził się w nocy i wołał mamę. Borys zrzuca ubranie i kładzie się pod kołdrę. Zasypia od razu.

 

Agnieszka Pietrzyk, Nikt się nie dowie, Wydawnictwo Poznańskie 2020, s. 5-13