Kto by pomyślał, że odebrany odruchowo nad talerzem parujących klusek telefon zmieni moje życie o 180 stopni.

Że wyląduję w mieszkaniu wielkości komórki pod schodami, zacznę systematyczną walkę z charczącym kiblem i tetrisem gratów uzbieranych w ciągu dwóch lat zmian, upychanych skrupulatnie w wolne dziury dwudziestu siedmiu metrów łódzkiej kawalerki. Kto by przypuszczał, że w końcu rzucę wszystkim w pizdu, zaciągnę drugi hipoteczny i wyniosę się na przedmieścia już nie sama, a z rodziną w pełnym znaczeniu tego słowa.

Nie ja. Ja się nie spodziewałam.

Ta książka to zapis ewolucji kobiety. O tym, jak Pikachu zmienił się w Raichu. O tym, jak karmiłam się dystansem do siebie, oczekiwań i odbioru rzeczywistości, żeby nikogo nie zabić, nikogo nie zabić i przypadkiem, gdybym się kiedyś zapomniała – nikogo nie zabić. O tym, jak się kocha, nawet kiedy się wątpi, i o tym, jak mężczyźni wierzą w depilację bikini pęsetą. O wszystkim. Serio.

 

Premiera: 11.10.2017

„Michalinę Grzesiak można z czystym sumieniem nazwać ekspertką od miłości. Bo „Krystyno, nie denerwuj matki” to przede wszystkim książka o miłości. O miłości do mężczyzny, który staje się ojcem, widzianej oczami kobiety, stającej się matką: relacji nie zawsze filmowej, zgodnej i unurzanej w słodyczy. O miłości do dzieci – irytująco bezwarunkowej, obezwładniająco-wycieńczającej, izolującej od świata. Michalina pisze o tym wszystkim czule, bombastycznie, niesentymentalnie, wzruszająco i świeżo. Wsłuchanie się w opowieść Michaliny Grzesiak daje niesamowite ukojenie, mimo rozkosznego chaosu, jaki zdaje się krążyć niczym gradowa chmura nad rodziną tytułowej Krysi, bowiem rodzinie Krysi daleko do słodkiego, skandynawskiego hygge. Kawalerka rodziny Grzesiak jest ciasna i na kredyt, wymarzony dom na przedmieściach wciąż czeka na generalny remont, zaś czcigodni rodziciele (zamiast blendować jarmużowe koktajle i piec chleb na tybetańskim grzybku) raczą się smakowitą, acz zdradliwą pizzą z podwójnym serem, podlaną sowicie puszkowanym piwem. Autorka prowadzi poczytnego bloga, w swojej książce zaś udowadnia, że z rozbudowanymi formami radzi sobie równie koncertowo.”

Natalia Fiedorczuk-Cieślak



przejdź do sklepu